Spread the love

Kilka pytań o podstawy

Czy styl retro w ogóle może być klasyczny? Co znaczy stwierdzenie, że klasyka jest ponadczasowa? Jak ma się do tego elegancja? 

Te pytania są podwójnie trudne, ponieważ każdy rozumie wymienione w nich słowa trochę inaczej. Dla niektórych klasyka oznacza surowość minimalizmu i uniwersalność stroju, dla innych jest to typ ubrania, które trwa przez dekady i wciąż zachwyca, jednym słowem - broni się wśród zalewu sezonowych trendów. Jeszcze trudniejsze jest zdefiniowane stylu retro, który czerpie wiele inspiracji z minionych dekad historii mody, ale nie jest tym samym, co rekonstrukcja historyczna, ponieważ nie ograniczają go wymogi zgodności z prawdą na temat danego okresu - nic więc nie stoi na przeszkodzie, żeby sukienkę w stylu lat 40. nosić z geometryczną kolorową torebką albo minimalistycznym obuwiem, które nie ma nic wspólnego z latami wojennymi. 

Paradoksalnie najprostsza i najkrótsza jest definicja elegancji, która w myśl zasad savoir-vivre'u jest dopasowaniem stroju do okazji i indywidualnych potrzeb (sylwetki, urody) oraz stanowi wybór rzeczy dobrej jakości. Ubranie ma prezentować się szlachetnie, podkreślać walory osoby noszącej oraz wyrażać zrozumienie sytuacji. Inaczej ubieramy się na ślub, a inaczej na popołudniowe spotkanie z przyjaciółmi i wybór stroju w każdym z tych przypadków świadczy o tym, czy mamy świadomość rangi (formalności) danego wydarzenia. 

 

Czym się różnią?

Zastanawiałam się ostatnio nad relacją między stylem nowoczesnym (współczesnym) a stylem retro. Gdzie właściwie przebiega granica między nimi?
Przeprowadziłam w tym celu eksperyment - zapytałam obserwatorów na Instagramie, czy monochromatyczna kreacja złożona z bluzki, spódnicy z koła oraz brązowego paska i butów ma ich zdaniem charakter nowoczesny czy jednak jest bliżej retro? Głosy były praktycznie wyrównane, z niewielką przewagą zwolenników drugiej odpowiedzi (na co na pewno miała wpływ długość spódnicy, która sięgała pół łydki). 
Wnioski? Nie da się przeprowadzić w prosty sposób granicy między tym, co nowoczesne, a tym, co zaczerpnięte z dawnej mody. Zwłaszcza, jeśli wyznacznikiem będzie dla nas elegancja. I nieważne, czy mówimy o kobiecie w spodniach, czy o kobiecie w spódnicy. Współczesne rozumienie elegancji ukształtowało się około połowy ubiegłego wieku, więc u samych podstaw ma odniesienia do obowiązujących wtedy zasad. Kanon eleganckiego ubioru zmienił się od tego czasu nieznacznie - między innymi dopuszczono jako oficjalny strój kobiecy spodnie, chociaż konserwatywny savoir-vivre nadal preferuje spódnice i sukienki. 

Nawet prosta biała koszula i czarna spódnica są do pewnego stopnia "retro" i można byłoby bez większego problemu wskazać gwiazdy np. lat 50. noszące taki zestaw. Czy sprawia to, że jest on rekonstrukcją albo przesadą estetyczną? Nie. Sztuka w tym, żeby czerpać z tendencji nowych w modzie oraz z dawnych epok to, co pozwala stworzyć indywidualny wizerunek z klasą. 

Dla jednej osoby będzie to przewaga inspiracji dawnym sposobem ubierania, dla drugiej może to być całkowicie prosty, "neutralny" styl współczesny. Świetnym przykładem, aby zrozumieć to zjawisko, jest styl księżnych Kate i Meghan - obie obowiązuje etykieta, ale ich kreacje są zasadniczo odmienne. Księżna Cambridge chętnie sięga po skomplikowane kroje, których pierwowzory można znaleźć w modzie lat 40. i późniejszych, sięga po bogatą biżuterię i fantazyjne kapelusze. Księżna Sussex, jak można było już zauważyć podczas kilku jej pierwszych publicznych wystąpień, wybiera kroje proste i praktycznie rezygnuje z ozdób. Mimo to w stosunku do obu obserwatorzy potrafią wskazać "pierwowzory" w stylizacjach księżnej Diany lub innych postaci, czym udowadniają, że obie - intencjonalnie lub nie - wpisują się w tradycję kobiecej elegancji. 

Klasyka w stylu retro ma więc jak najbardziej rację bytu - to po prostu stroje, które w czytelny sposób nawiązują do dawniejszej mody, ale pozostają w zgodzie z zasadami współcześnie obowiązującej elegancji.

Sukienka z kołnierzykiem, rozpinanym przodem i rozkloszowanym dołem zdecydowanie należy do takich. Jest to model dzienny (nie wieczorowy), ze względu na jednolity kolor (brak wzorów) sprawdzi się w wielu sytuacjach - zarówno z kapeluszem i rękawiczkami jako element stroju formalnego dziennego, jak i z bardziej swobodnymi dodatkami o współczesnym charakterze, noszona  na co dzień. Moją uszyła młoda polska marka Millami - jest wykonana z mieszanki bawełny i nylonu (czego początkowo się obawiałam, bo nylon to włókno sztuczne,  ale sukienka okazała się komfortowa w noszeniu - przewiewna i niegniotliwa). Starannie odszyta, ładnie zachowuje kształt, nie wymaga dodatkowej halki nadającej objętość. Dużą zaletą tego modelu są starannie wymodelowane proporcje - talia i dekolt wypadają w odpowiednim miejscu, co w przypadku sukienek RTW zdarza się stosunkowo rzadko (ze znanych mi marek dobre proporcje zachowują jeszcze tylko sukienki aeterie).

zdjęcia: Karolina Kurek 
sukienka:Millami
dodatki: vintage 

  • Wyglądasz przepięknie w takich soczystych kolorach, Natalio! I gdy widzę Twoje włosy, mam większą motywację, aby zapuszczać swoje 🙂

    Mam jedno spostrzeżenie dotyczące relacji retro i nowoczesnej elegancji. O ile wiele osób się zgodzi, że nowoczesny strój też może się mieścić w ramach klasycznej elegancji, to jednak nie każdy zwraca uwagę, ze retro nie musi się równać “elegance”. Ja bardzo lubię stylistykę lat 60. Kolorowe sukienki o kroju A na pewno są retro, ale już nie do końca eleganckie (głównie ze względu na swoją długość). Wydaje mi się, że to utożsamianie retro z elegancją wynika z powszechnej obecnie fascynacji modą lat czterdziestych czy pięćdziesiątych, która z dzisiejszej perspektywy faktycznie bardziej wpisuje się elegancką klasykę, nawet w swojej codziennej odsłonie.

    Pozwolę sobie zapytać, mam nadzieję, że się nie pogniewasz. Czy do napisania o relacji retro i modern zainspirowała Cię częściowo niedawna dyskusja na grupie pod postem jednej z użytkowniczek?

    • Natalia Alicja Szersze?

      Masz rację, retro nie zawsze musi być eleganckie – i też nie zawsze jest na miejscu. Dlatego najpierw powinno się myśleć o elegancji stroju, a potem o jego stylistyce, wtedy łatwiej uniknąć błędów.
      O takim wpisie myślałam od dawna, a teraz miałam w końcu czas, żeby go zrealizować 🙂

  • anne

    Zaintrygowało mnie to co napisałaś o modelowaniu proporcji. Czy o tym gdzie wypada talia i dekolt nie decydują ostatecznie nasze proporcje, które są przecież bardzo różne (i nomen omen nie zawsze jesteśmy proporcjonalni) i dlatego ubrania RTW siłą rzeczy nie będą idealnie leżały na wszystkich, bo po prostu muszą być uśrednione? Na mnie np. świetnie leżą ubrania Mohito, czy Nife, a sukienkę Aeterie odesłałam, bo musiałabym ją przerabiać u krawcowej – czy to nie jest po prostu w dużej mierze kwestia szczęścia, że dana marka “wstrzeliła się” w naszą sylwetkę?

    • Natalia Alicja Szersze?

      Dokładnie tak jak piszesz w pierwszym zdaniu – ubranie ma swoje proporcje, którymi może optycznie modyfikować nasze własne lub też nasze własne podkreślać. Sieciówki najczęściej oferują ubrania z niewielką różnicą talii i biustu, ponieważ wtedy jest największa szansa, że będzie pasowało na wszystkie kobiety – a czy dekolt jest odpowiednio zabudowany, albo zaszewki na biuście w dobrym miejscu, to już sprawa drugorzędna. Szerokość – też, jeśli ktoś będzie zdeterminowany, to sobie zwęzi. Ale żeby mieć świadomość, jakich poprawki wymagają kupione przez nas ubrania, trzeba znać ten mechanizm i być świadomym własnego ciała.
      Mam sukienkę z Nife i u mnie talia wypada za nisko, dekolt jest na granicy mojej akceptowalności – zdecydowanie są szyte na wyższe osoby, z kolei w tej bordowej Scarlett szew łączący talię ze spódnicą jest w optymalnym miejscu mojego największego wcięcia, podobnie zaszewki i dekolt są idealne do moich proporcji ciała (widać to dobrze na pierwszym zdjęciu). Tak samo z aeterie, gdzie mogę być pewna, że talia nie będzie za luźna, a biust za wąski.
      Naturalnie to wada ubrań RTW, że jedne będą pasowały jak ulał, a inne nijak nie będą się na nas układać – dlatego warto znać jedną-dwie marki, które są dla naszej figury niezawodne i uratują nas sukienką, gdy będziemy jej potrzebowały 🙂

      Na szczęście pewnym rozwiązaniem tego problemu są zestawy spódnica + bluzka, w których talia wyznacza się sama, dzięki paskowi spódnicy, i może wypadać w różnych miejscach zależnie np. od zmian masy ciała. A naprawdę wyjątkowe kreacje warto szyć na miarę!

      • anne

        Ja mam wrażenie, że sukienki aeterie są szyte pod figurę właścicielki, która ma duży biust i pełne biodra – dla mnie ich sukienki są zdecydowanie za duże w tym miejscu. Co do szycia wyjątkowych kreacji na miarę, to czasem zastanawiam się, czy to rozsądne (jeśli nie mamy nieograniczonego budżetu.) Bo to w sumie ciekawe, że większość z nas nie ma problemu, żeby właśnie uszyć sobie na miarę np. suknię ślubną, którą zasadniczo założymy raz w życiu, ewentualnie suknie na jakieś wielkie wyjścia, które też nie zdarzają się często i potem te kreacje wiszą w szafie. A zwykle szkoda nam wydać większą sumę na bardziej codzienne ubrania, które właśnie będziemy nosić na co dzień i w zasadzie miałoby to większy sens. Takie kobiece paradoksy.

        • Makosza

          Coś w tym jest. Tak jak wychodząc staramy się jakoś wyglądać a w domu niektórzy noszą poplamione, rozciągnięte dresy i koszulki jako strój domowy.

  • Julita Kieblesz

    Co do proporcji talii- to dość indywidualna kwestia, warto to podkreślić 😉 (Kolor sukienki śliczny! <3)

  • Natalia Alicja Szersze?

    Bardzo mi miło! 🙂

  • Makosza

    Piękny kolor sukienki i dobry wpis.

  • Angelika

    Bardzo ciekawa kwestia. Zawsze byłam zafascynowana modą lat 40. i 60., a także I poł. XIX wieku. I tak jak niektóre ubrania z lat 60. mogłabym skopiować 1:1(choć nie wszystkie), tak z pozostałych epok nie. Źle czułabym się ubrana w ubrania bez nowoczesnego sznytu. Współczesne dopasowanie np. kroje slim bardziej też pasują do mojej sylwetki – niskiej i drobnej gruszki. Zauważam, że wiele kobiet zafascynowanych stylem retro niestety nie wygląda zbyt dobrze. Ubranie poza tym, że powinno nam się podobać, musi być dostosowane do okazji i do otoczenia, a dodatkowo do typu urody i sylwetki. Moim zdaniem inspiracje retro są jak najbardziej w porządku, ale jednak ubranie powinno być jednocześnie współczesne, żebyśmy nie wyglądali jak wyjęci z poprzedniej epoki i żeby niepotrzebnie się nie postarzać. Jeśli chodzi o księżną Kate, to faktycznie często odbiera się ją jako ubraną bardziej tradycyjnie i w istocie tak jest (myślę, że wynika to z tego, że najprawdopodobniej będzie żoną króla, nie jest też Amerykanką i byłą aktorką jak Megan, która może pozwolić sobie na nieco więcej swobody, poza tym Megan i Kate mają zupełnie inne sylwetki, co też nie pozostaje bez znaczenia). Jednak styl Kate również jest również bardzo współczesny, a jedynie inspirowany tradycją (może dlatego jest mi szczególnie bliski). Zatem dochodzę do wniosku, że mimo, że ubrania retro podobają mi się na zdjęciach z epoki, nie chcę ich kopiować 1:1, a jedynie luźno się nimi inspirować. Zgadzam się z opinią, że retro może, ale nie musi być eleganckie, tak jak i współczesne ubrania.